Oficjalny serwis klubu

Ubiegłotygodniowa porażka w Warszawie sprawiła, że Biało-Błękitni nie mieli już nawet matematycznych szans na awans do 1. Polskiej Ligi Futsalu. Stawką pojedynku z Bonito Helios Białystok było przede wszystkim zmazanie plamy, jaką łodzianie dali w Podkowie Leśnej. Szczególnie w kontekście hejtu, który wylał się w mediach społecznościowych po tamtym spotkaniu. Hejtu, dodajmy głównie autorstwa niektórych działaczy i zawodników ekipy z Podlasia.

Potrafię zrozumieć rozżalenie ludzi, którym leży na sercu dobro drużyny z Białegostoku. Sprawą oczywistą jest, że katastrofalny (dla łodzian) wynik pojedynku Teqball - SC praktycznie pozbawiał szans Bonito na awans do pierwszej ligi. Jednak to w żadnym stopniu nie może być usprawiedliwieniem do rzucania bezpodstawnych pomówień i obrażania zawodników i działaczy klubów z Łodzi i Podkowy Leśnej. Szacunek dla rywala to ważne elementy piłkarskiego rzemiosła. Jeśli ktoś tego nie rozumie, powinien natychmiast przestać zajmować się sportem.

Biorąc pod uwagę całą tą otoczkę, wiadomo było, że na żadne uprzejme gesty w trakcie pojedynku nie można liczyć. Goście i tak mieli szczęście, że na trybuny nie mogli wejść kibice, bo pewnie usłyszeliby pod swoim adresem kilka "ciepłych" słów.

Spotkanie rozpoczęło się od wzajemnego badania drużyn. Przyjezdni zdawali sobie sprawę, że gospodarze przystąpili do meczu w znacznie silniejszym składzie niż to miało miejsce tydzień wcześniej. Jednak po kilku minutach zaczęła zarysowywać się coraz znaczniejsza przewaga drużyny Bonito. Zdaniem postronnych obserwatorów przyczyną takiego stanu rzeczy był błąd popełniony przez grającego trenera Łukasza Kwaśniaka w początkowym ustawieniu i składzie osobowym łodzian. Brak równowagi między defensywą i ofensywą wynikający z charakterystyki graczy znajdujących się na placu gry sprawił, że goście strzelili 4 gole z rzędu i zaczęło pachnieć pogromem.

Dopiero wprowadzenie Jana Bujnowskiego diametralnie odmieniło obraz gry. Powalczył w destrukcji, zaprezentował kilka wejść na pograniczu faulu, wybił piłkę zmierzającą do pustej bramki, wreszcie zapoczątkował akcję, po której Biało-Błękitni strzelili pierwszą bramkę. To był przełomowy moment meczu. Gracze w błękitnych strojach poczuli się pewniej, ewidentnie złapali wiatr w żagle. Dość powiedzieć, że na przerwę zespoły schodziły przy wyniku 4:5. Gospodarze przestali bać się kolejnej kompromitacji, a zaczęli myśleć o sprawieniu niespodzianki w postaci zwycięstwa. Goście musieli sobie zdawać sprawę, że kwestia awansu jest definitywnie zamknięta.

Druga połowa to już bardzo wyrównany pojedynek. Szala przechylała się to na jedną, to na drugą stronę. W pewnym momencie łodzianie prowadzili 8:6 i z pasją atakowali. Tylko ogromna nieskuteczność gospodarzy pozwoliła gościom wrócić do gry. Wykorzystali przestój rywali i wyszli na prowadzenie 10:8. Gdy wydawało się, że mecz jest już rozstrzygnięty, Biało-Błękitni jeszcze mocniej przycisnęli, zdobyli kontaktowego gola i do ostatnich sekund walczyli o korzystny rezultat. Choć tym razem się nie udało, cieszy walka do samego końca. Zespół Soccer-Calcio pokazał, że grając w optymalnym składzie jest drużyną, przed którą drżeć muszą ekipy aspirujące do gry na drugim szczeblu rozgrywek futsalowych w Polsce.

A że przy okazji udało się "utrzeć nosa" niektórym graczom i działaczom z Podlasia, to satysfakcja była tym większa. Nawet po zakończonym pojedynku niewielka część zawodników przyjezdnych nie chciała podać ręki graczom z Łodzi i obrzucała ich inwektywami, co pokazuje tylko jak małymi są oni ludźmi i świadczy o poziomie ich kultury. Dziwi w tym momencie również całkowity brak reakcji na całą sytuację arbitra głównego, sędziego międzynarodowego, Tomasza Frąka. No ale cóż my tam z poziomu zaściankowej drugiej ligi możemy wiedzieć o zasadach obowiązujących w tak zwanym "wielkim świecie"?

 

Soccer-Calcio Łódź - Bonito Helios Białystok 9:10 (4:5)

Skład SC: Czyżykowski Kamil - Kwaśniak Łukasz (C), Spychalski Mateusz, Patora Adam (1), Danecki Maciej (4) - Bujnowski Jan (2), Grobliński Jan, Muzyk Daniel (1), Stachlewski Krzysztof (1). Trenerzy: Łukasz Kwaśniak, Przemysław Ossowski.

 

Aktualizacja: kilka dni po meczu okazało się, że nawet po opadnięciu meczowych emocji, goście nie potrafią pogodzić się z brakiem awansu do 1. ligi. Próbowali doprowadzić do... (właściwie nikt nie wie do czego, bo ewentualny walkower nie zmieniał ich sytuacji), kwestionując udział w meczu jednego z graczy łódzkiej ekipy. Zawodnika - podkreślamy - zgodnie z przepisami uprawnionego do gry przez Polski Związek Piłki Nożnej. Jeśli nie jest to jakiś fake news, to byłoby to doprawdy żenujące...

 

PO 26.04.2021